piątek, 15 października 2010

[Z archiwum T] Dziś tylko jedna fotka...

Tobisologia z 5 sierpnia 2009:

Jest przepiękna, spokojna księżycowa noc. Wszystko dookoła jest zalane jasną srebrzystą poświatą...

Można nawet wśród drzew spacerować bez latarki. Można też bez latarki ustawić aparat na statywie :-)


Następnego dnia napisałem:

Proszę Szanownych Abonentów, w związku z istną lawiną maili po ostatniej Tobisologii, pozwalam sobie (po raz pierwszy w historii) dodatkowo skomentować tę ostatnią wiadomość.

Otóż samolot widoczny na tarczy księżyca nie został doklejony w fotoszopie, tylko po prostu pojawił się tam podczas ekspozycji. Nie, nie czekałem aż się tam pojawi, ponieważ prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest niezwykle małe. Po prostu się pojawił. I zaraz zniknął - czas przelotu nad tarczą Księżyca to ułamek, powiedzmy jedna trzecia sekundy, więc znów: prawdopodobieństwo uwiecznienia takiej sytuacji jest bardzo małe.

Co do samego samolotu: jest trochę nieostry, bo czas ekspozycji wynosił 1/80 sekundy (być może także dlatego że odległość od niego - kilka kilometrów - jest niewielka w stosunku do odległości od Ksieżyca), a jego kształtu nie potrafię do końca wytłumaczyć: kadłub, skrzydła, statecznik pionowy widoczne są dobrze. Silnik wygląda trochę jakby się odklejał, ale mogę zapewnić, że w dużym promieniu żaden statek powietrzny nie spadł, więc pewnie jest to zjawisko z gatunku "optyczne złudzenie ludzkiego oka" ;-)

Na koniec stwierdzę jeszcze, że spojrzenie bezpośrednio przez okular aparatu ma dużo więcej "magii" - rejestracja cyfrowa wydaje się po prostu płaska. Niezmiennie zatem warto być tam, gdzie coś się dzieje i po prostu robić zdjęcia :-)

/ST

2 komentarze: