poniedziałek, 27 września 2010

XVI Biennale Fotografii Górskiej

Biennale to impreza o dużej tradycji, jeden z niewielu znaczących konkursów fotograficznych w naszym kraju, którym udało się przetrwać transformację ustrojową, i to w niezłej formie. Wystawy konkursowe prezentowane są, wespół z towarzyszącymi ekspozycjami poplenerowymi, w Muzeum Karkonoskim. Pozytywnie należy w tym kontekście podkreślić przychylność Muzeum dla fotografii, zwłaszcza w obliczu ostatnich zawirowań wokół finansowania działań kulturalnych w Jeleniej Górze. Warunki ekspozycyjne są jednak rodem z bardzo minionej epoki, zatem wykonanie choćby poprawnych zdjęć jest, szczególnie w warunkach towarzyszących uroczystemu otwarciu, niezwykle trudne. Z tego co udało mi się dowiedzieć, pomieszczenia wystawowe czeka w najbliższym czasie remont i montaż nowoczesnego systemu zawieszeń oraz oświetlenia. Oby tak się faktycznie stało.





Wystawa konkursowa nie odbiegała wiele od schematu obserwowanego w minionych edycjach - zazwyczaj jest kilka-kilkanaście dobrych prac lub zestawów, potem spora luka i dalej kilkadziesiąt (a może i kilkaset) fotografii o niższym poziomie zaawansowania. W tym roku, w porównaniu z XV Biennale, widać spory skok jakościowy, zwłaszcza w tej drugiej części, co powoduje, że wyniki konkursu można całościowo ocenić jako ciekawsze niż poprzednio. Góry najwidoczniej są silną inspiracją dla dużych rzesz fotografujących, co więcej niektórzy wybierają się w góry po to aby fotografować, a nie fotografują przy okazji chodzenia po górach. Prawie to samo, ale "prawie" robi wielką różnicę. Co do werdyktu jury - cóż, każdy musi wyrobić sobie własną opinię. Moim zdaniem ciekawą propozycją był zestaw czterech "zielonych" kwadratów autorstwa Janusza Chojnackiego, któremu przyznano drugą nagrodę.


Tradycyjnie konkursowi towarzyszy wystawa będąca podsumowaniem kolejnych dwóch kolejnych plenerów organizowanych w Karkonoszach przez Ewę Andrzejewską i Wojtka Zawadzkiego. Także tutaj muszę stwierdzić, że tegoroczna edycja wystawy była bardzo ciekawa, i to pomimo całkiem oczywistego faktu, że uczestnicy plenerów spotykają się w Samotni od wielu lat, a więc zrozumiałe byłoby jakieś zmęczenie materiału. Tymczasem pojawiło się tutaj sporo świeżych obrazów. Może to zasługa miejsca, jakim jest Samotnia i jej otoczenie, może po prostu każdy z nas znalazł jakiś własny klucz do tajemnic Karkonoszy. Na mnie olbrzymie wrażenie wywołały tajemnicze, wręcz mistyczne fotografie Tomka Michałowskiego, głęboko eksplorujące tajemnice światła oraz materii (dolna fotografia na pierwszym zdjęciu poniżej i trzy na kolejnym). Ciekawostką i nowinką techniczną (o ile można takiego określenia użyć w odniesieniu do techniki z XIX wieku) były odbitki z negatywów kolodionowych, wykonane przez Marka Szyryka (trzecia fotka poniżej). Eugeniusz Józefowski pokazał zjawiskowe "otworki", wykonane kamerą 8x10 cali (ostatnie zdjęcie poniżej), ciekawe zdjęcie pojedyncze zaprezentował Adam Sobota (górna fotografia na pierwszym zdjęciu poniżej). Tomek Mielech zaproponował 2 niezwykle klimatyczne cykle po 3 zdjęcia - z Pielgrzymów oraz Małego Stawu (czwarta fotka poniżej). Podobała mi się także jedna z dwóch prac Niny Hobgarskiej. O Ewie Andrzejewskiej i Wojtku Zawadzkim nawet nie wspominam, bo prezentują od lat równy poziom. Swoich fotografii nie wypada komentować, więc napiszę tylko, że byłem zadowolony z prezentacji :-) W sumie w wystawie biorą udział 23 osoby, w tym po raz pierwszy Czesi z zaprzyjaźnionego Žacleřa.









W Książnicy Karkonoskiej eksponowana jest wystawa towarzysząca pod tytułem "Pamiątka z Samotni", na której pokazano archiwalne zdjęcia i widokówki. Wystawa ta, bardzo ciekawa, stanowi program obowiązkowy dla wszystkich miłośników tego miejsca.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza