niedziela, 19 lutego 2012

Okińczyc, eskalopki i... Guy Bourdin

Muzeum Narodowe w Poznaniu otworzyło dzisiaj bardzo ciekawą wystawę prac Andrzeja Okińczyca - współczesnego artysty, bardzo sprawnie poruszającego się na pograniczu malarstwa, reliefu i płaskorzeźby - zaczerpniętych z cykli "Pejzaże", "Draperie" oraz "Parawany".


Tobisologia rzadko zajmuje się wydarzeniami spoza kręgu fotografii, ale to jest w pewnym sensie wyjątkowe. Obcowanie z ponad pięćdziesięcioma pokazywanymi dziełami pobudza bowiem do refleksji na temat procesów leżących u podstaw percepcji obrazu, w tym zwłaszcza w kwestii takich pojęć jak głębia, trójwymiarowość, perspektywa, iluzja. Oprócz aspektów przestrzennych pokazywane prace imponują fakturą powierzchni, wyrafinowanym światłocieniem oraz mistrzowskim zastosowaniem barwy. Autor zaskakuje wykorzystaniem zaawansowanych technik plastycznych w kontekście "zwykłych" zjawisk wizualnych; obrazy trywialnych, wydawałoby się, motywów - wody, traw czy choćby schodów - dzięki zaprezentowanym przedstawieniom zyskują nowe znaczenia, z niespodziewaną świeżością odwzorowania. Trudno w paru zdaniach opisać tę wystawę - zdecydowanie warto się na nią wybrać, zwłaszcza że dwuwymiarowe reprodukcje zupełnie nie oddają tego "pieprzyku", którym prace Okińczyca się charakteryzują...










Po wizycie w muzeum można wstąpić do Tinta Baru, niemal dokładnie po drugiej stronie ulicy. Podają tam między innymi znakomite eskalopki wołowe w sosie pomarańczowym z zielonym pieprzem. Na półkach leżą ciekawe i rzadko spotykane książki, a wśród nich album Guy Bourdina, którego wystawa obecnie jest prezentowana w jednej z londyńskich galerii. Myślę, że wrócę do tej kwestii... :-)


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza